Znak graficzny IEŚW

Studia i Komentarze
Instytutu Europy Środkowo-Wschodniej
nr 9

Czasopismo online Instytutu Europy Środkowo-Wschodniej

ISSN 1689-5762

Rok założenia: 2008

Konsekwencje zbliżenia Turcji i Armenii po podpisaniu protokołów 10 października 2009 roku w Zurychu

Podpisanie przez Turcję i Armenię protokołów 10 października 2009 r. jest wydarzeniem przełomowym [1]. Niesie nadzieję na uregulowanie jednego z fundamentalnych problemów Kaukazu Południowego. Jednocześnie, o pełnym i trwałym pojednaniu turecko-ormiańskim można będzie mówić dopiero po rozwiązaniu konfliktu ormiańsko-azerbejdżańskiego w Górskim Karabachu. Turcja, idąc na ustępstwa wobec strony ormiańskiej (otwarcie granicy) oczekuje w zamian kompromisowych posunięć Armenii w kwestii karabaskiej. Mimo zapewnień Turcji o solidarności z Azerbejdżanem w sprawie Karabachu, proces rekoncyliacji turecko-ormiańskiej jest przyczyną zaniepokojenia w Baku. Jako kontrakcję Azerbejdżanu wobec Turcji należy interpretować plany większej dywersyfikacji tras eksportu azerbejdżańskich surowców energetycznych.

W tekście protokołów z 10 października 2009 r. nie ma wzmianki o jednoczesności procesów normalizacji relacji Turcji i Armenii oraz uregulowania kwestii Karabachu. Jednak zarówno turecki premier Recep Tayyip Erdoğan, jak i minister spraw zagranicznych Ahmet Davutoğlu wielokrotnie wskazywali na konieczność powiązania przełomu w relacjach Turcji i Armenii z ustępstwami tej ostatniej wobec Azerbejdżanu. Najbardziej realny kompromis na obecnym etapie oznaczałby wycofanie sił ormiańskich z okupowanych terytoriów azerbejdżańskich poza samym Karabachem i korytarzem łączącym go z Armenią (Laczin). Strona ormiańska podkreśla wprawdzie, że pojednanie z Turcją nie może być uwarunkowane ustępstwami w kwestii karabaskiej, jednak trudno sobie wyobrazić, że Turcja nie będzie chciała uzyskać niczego od Armenii w zamian za kompromisowe wobec niej posunięcie. Samo otwarcie granicy może przynieść stronie tureckiej korzyści ekonomiczne (rozwój współpracy gospodarczej), a także polityczne (przychylność UE). Zdecydowanie większe są jednak korzyści Erewanu.

Otwarcie granicy turecko-ormiańskiej może być pierwszym krokiem w stronę integracji Armenii ze światem zachodnim. To z kolei może umożliwić Erewanowi wyjście spod kurateli Moskwy. Normalizacja stosunków ormiańsko-tureckich, a w przyszłości także ormiańsko-azerbejdżańskich, podważyłaby celowość stacjonowania w bazie w Giumri wojsk rosyjskich. Ekonomiczne znaczenie otwarcia granicy z Turcją wzrosło po sierpniu 2008 r., gdy zamknięta jest nie tylko granica ormiańsko-azerbejdżańska, ale także gruzińsko-rosyjska. W sytuacji blokady tranzytu do Rosji, Turcja może stać się dla Armenii kluczowym szlakiem transportowym [2].

Nawiązanie stosunków dyplomatycznych z Erewanem jest korzystne dla Ankary. Z punktu widzenia państw UE, o członkostwo w której stara się Turcja, normalizacja relacji z Armenią jest ważnym argumentem za poparciem tureckiej akcesji do Unii. W przeciągu ostatniej dekady Ankara skutecznie realizowała politykę „strategicznej głębi”, której główną zasadą jest „zero problemów” w relacjach z sąsiadami. Armenia pozostawała jedynym sąsiednim państwem nieutrzymującym stosunków z Turcją. Negatywnym skutkiem nawiązania stosunków z Armenią będzie ochłodzenie w kontaktach z Azerbejdżanem.

Zbliżenie Ankary i Erewanu wzbudza obawy, a nawet nieskrywaną irytację Baku. Plany podpisania turecko-ormiańskiego porozumienia wywołały już wiosną 2009 r. ostrą reakcję prezydenta Azerbejdżanu Ilhama Aliyeva. W kwietniu zagroził on odcięciem dostaw gazu do Turcji w razie otwarcia przez nią granicy z Armenią [3]. Podpisanie protokołów 10 października sprowokowało wypowiedzi zarówno ministerstwa spraw zagranicznych Azerbejdżanu, jak i prezydenta Aliyeva. W oświadczeniach MSZ i głowy państwa znalazły się słowa o „zagrożeniu architektury pokoju i stabilności w regionie” i negatywnych skutkach otwarcia granicy turecko-ormiańskiej bez uregulowania kwestii Górskiego Karabachu [4]. Ponadto Baku zadeklarowało odejście od polityki ulgowych cen za gaz dla Turcji[5].

Od wiosny 2009 r. Azerbejdżan dąży też do rozwoju alternatywnych wobec tureckiego szlaków eksportu węglowodorów. Prezydent Aliyev zakwestionował nawet konieczność udziału Azerbejdżanu w mającym przebiegać przez Turcję, strategicznie ważnym dla UE gazociągu Nabucco, podkreślając, że istnieją wobec tej trasy alternatywy[6]. Tę ostatnią deklarację należy traktować jako element negocjacji, a nie zapowiedź realnego wycofania się Azerbejdżanu z projektu Nabucco. Nie wydaje się, aby Azerbejdżan mógł i chciał zrezygnować całkowicie z eksportu surowców do Turcji i przez jej terytorium do Europy. Żadna z alternatyw nie jest bardziej atrakcyjna geopolitycznie i ekonomicznie od tras wiodących przez Turcję (ropociąg Baku–Tbilisi–Ceyhan, gazociąg Baku–Tbilisi–Erzurum, projektowany gazociąg Nabucco).

W związku z turecko-ormiańskim zbliżeniem, Baku będzie jednak rozwijać inne trasy eksportu węglowodorów: w kierunku rosyjskim, irańskim oraz kaukasko-czarnomorskim. Opcja rosyjska jest rozwijana przez Azerbejdżan bardzo powściągliwie. Mimo atrakcyjnej cenowo rosyjskiej oferty, strona azerbejdżańska zgodziła się na sprzedaż jedynie 500 milionów m³ gazu w 2010 r., co nie stanowi znaczącego udziału w azerbejdżańskim eksporcie tego surowca. Azerbejdżan łączy gazociąg z Iranem, którym może być wysyłane do 7 miliardów m³ rocznie[7]. Nie wydaje się jednak, aby Baku chciało rozwijać na szerszą skalę współpracę energetyczną z Iranem. Po pierwsze, nie rokuje ona otrzymania tak wysokich cen za surowiec, jak w przypadku rynków europejskich. Po drugie, grozi komplikacjami w relacjach Baku z Waszyngtonem, który dąży do międzynarodowej izolacji Teheranu ze względu na irański program jądrowy. Trzecią alternatywną wobec Turcji opcją eksportu węglowodorów pozostaje dla Azerbejdżanu trasa kaukasko-czarnomorska: przez Gruzję i Morze Czarne do ukraińskiej Odessy lub rumuńskiej Konstancy.

Wyrazem zainteresowania Azerbejdżanu rozwojem rumuńskiego szlaku eksportu ropy i gazu była wizyta prezydenta Aliyeva w Bukareszcie 28-29 września 2009 r. Przedmiotem rozmów Alijewa były, oprócz perspektyw gazociągu Nabucco, także plany budowy terminalu LNG w Konstancy i ropociągu Konstanca–Triest, do których mają być dostarczane azerbejdżańskie surowce.

Inną trasą eksportu azerbejdżańskiej ropy jest Ukraina. W rezultacie podpisania kontraktu przez SOCAR i Ukrtransnaftę na początku października 2009 r. ruszyły dostawy ropy azerbejdżańskiej poprzez terminal w Odessie do największej na Ukrainie rafinerii w Krzemieńczuku[8]. Otwarta pozostaje kwestia użycia ropociągu Odessa–Brody (i planowanego przedłużenia do Płocka i Gdańska) do tranzytu surowca z Azerbejdżanu. Wydaje się, że obecny wzrost zainteresowania Baku alternatywnymi wobec Turcji szlakami eksportu ropy mógłby przyczynić się do przyspieszenia realizacji pierwotnej koncepcji – transportu azerbejdżańskiego surowca z Odessy do Brodów i dalej, po przedłużeniu ropociągu, do Płocka i Gdańska. Przyszłość tej trasy zależy jednak bardziej od konstruktywnych działań strony ukraińskiej, a także aktywności polskiej. W razie dalszej stagnacji projektu Odessa– Brody–Płock–Gdańsk, Azerbejdżan może być bardziej zainteresowany współpracą z Rumunią i projektem Konstanca–Triest.

* * *

Sukces działań dyplomatycznych Turcji pozostaje nadal niepewny. Jednak już dotychczas podjęte kroki w pozytywny sposób naruszyły status quo. Stagnacja i zamrażanie konfliktów na Kaukazie Południowym jest korzystne wyłącznie dla Rosję, oznacza bowiem izolację państw kaukaskich od Zachodu. Zainicjowane przez Turcję zmiany w układzie geopolitycznym na Kaukazie mogą natomiast doprowadzić do przyspieszenia integracji Armenii i Azerbejdżanu ze strukturami euroatlantyckimi.

Taki pozytywny z punktu widzenia Zachodu scenariusz będzie jednak niemożliwy, dopóki nie zostanie rozwiązany problem Górskiego Karabachu. Azerbejdżan postrzega zbliżenie między Turcją i Armenią jako zdradę ze strony „bratniego” państwa. Jednak w dłuższym okresie turecko-ormiańska rekoncyliacja może pozytywnie wpłynąć na uregulowanie konfliktu karabaskiego. Oznaczałaby osłabienie konfliktogennego czynnika rosyjskiego w Armenii i na całym Kaukazie Południowym. Mogłaby też służyć jako model dla pojednania azerbejdżańsko-ormiańskiego.

Przypisy

  1. 10 października 2009 r. ministrowie spraw zagranicznych Armenii i Turcji, Eduard Nalbandian i Ahmet Davutoğlu, podpisali w Zurychu protokoły o ustanowieniu stosunków dyplomatycznych oraz o rozwoju wzajemnych stosunków. Zasadniczym rezultatem podpisania tych dokumentów ma być otwarcie zamkniętej od 1993 r. granicy między oboma państwami.
  2. Otwarcie granicy turecko-ormiańskiej umożliwia Armenii połączenie z turecką infrastrukturą kolejową, a także dostęp do portów morskich nad Morzem Czarnym i Śródziemnym.
  3. Na znak sprzeciwu wobec planów turecko-ormiańskiego zbliżenia, ignorującego interesy Baku, Aliyev nie przybył 7 kwietnia 2009 r. do Stambułu na szczyt „Sojusz cywilizacji”
  4. R. Mirkadyrow, Wsje dowol’ny. Kromie Azerbajdżana, „Zerkalo”, 13 października 2009, http://www.zerkalo.az/2009-10-13/politics/3581-protokoli-armeniya-tursiya-klinton.
  5. Döndü Sarıışık, Politics heat up over South Caucasus natural gas, „Hürriyet”, 18 października 2009, http://www.hurriyetdailynews.com/n.php?n=politics-heat-up-over-energy-bargains-in-south-caucasus-2009-10-18.
  6. Ibidem.
  7. R. Suleymanov, Azerbaijan will soon export gas to Russia and Iran, 19 października 2009, http://en.apa.az/news.php?id=109546.
  8. Początkowo rozmiary przesyłu ropy do rafinerii w Krzemieńczuku mają sięgać 240 tysięcy ton ropy miesięcznie, a następnie wzrosnąć do 400 tysięcy ton. Ukrtransnafta naczała postawki azerbajdżanskoj nefti na Kremenczugskij NPZ, 8 października 2009, http://economics.unian.net/rus/detail/22849.

≻ • ≺

W niniejszym artykule wyrażone są prywatne poglądy autora i nie prezentują one oficjalnego stanowiska Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

Pracę nad tekstem zakończono w listopadzie 2009 r.

Konrad Zasztowt - analityk, Biuro Bezpieczeństwa Narodowego; doktorant, Zakład Islamu Europejskiego, Uniwersytet Warszawski